wtorek, 23 października 2018

"Miecz Przeznaczenia" Andrzeja Sapkowskiego





Miecz Przeznaczenia  Andrzeja Sapkowskiego


          Co do wiedźmina wymagania miałem duże - wcześniej grałem w produkcję CD Projekt Red, jak i słuchałem opowieści mamy, która tę sagę już przeczytała :)
       Co mam powiedzieć, było warto... Tak na dobrą sprawę dzieło Andrzeja Sapkowskiego to nie jednowątkowa historia, która odbywa się w jednym czasie, a raczej zbiór opowiadań, ktorych bohaterem jest Geralt z Rivii.
          W świecie opisanym przez Sapkowskiego wiedźmini cieszą się raczej złą sławą - są wytykani palcami, opluwani, a nawet obrzucani kamieniami. Przyzwyczajony do niechęci ludzi i wyzywania od mutantów Geralt podróżuje po krainie w poszukiwaniu kolejnych zleceń. Ma kilku przyjaciół - w tym barda Jaskra oraz wybrankę życia - Yennefer, z którą relacje ma dosyć burzliwe.
          No i... na tym opiera się pierwsza część. Na podróżowaniu, przyjmowaniu zleceń - w skrócie na opisywaniu wiedźmińskiego fachu. W teorii Wiedźmin to dzieło nudne, no ale w praktyce jest zupełnie inaczej, w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Miecz Przeznaczenia to naprawdę dobra powieść, którą zdecydowanie warto przeczytać.
          Sam za niedługo będę sięgał po drugą część, której recenzja pewnie również się tutaj ukaże.

AUTOR RECENZJI: Krzysiek Nazarko

piątek, 12 października 2018

BohaterON



BohaterON w naszej szkole. 
My już włączyliśmy historię.




Uczniowie klasy 3a i 3e gimnazjum wzięli udział w projekcie
BohaterON – włącz historię, który ma na celu upamiętnienie i uhonorowanie uczestników Powstania Warszawskiego poprzez wysłanie im symbolicznych kartek .
Dzięki udziałowi w tej ogólnopolskiej kampanii z jednej strony promowaliśmy patriotyczną postawę, z drugiej mieliśmy możliwość złożyć hołd wszystkim, którzy walczyli o wolność naszego kraju  i podziękować im – właśnie poprzez wysłanie  symbolicznych  kartek  do Powstańców.

PS  DZIĘKUJĘ wszystkim moim Kultruralnie nakręconym gimnazjalistom, którzy wzięli udział w projekcie :) 
Poniżej pozwoliłam sobie wkleić zdjęcia jedynie kilku spośród kilkudziesięciu kartek, które wysłaliśmy.
























środa, 3 października 2018

Recenzja książki Leigh Bardugo „Szóstka wron”






Książka przedstawia historię gangu „Szumowin”, którego szef dostaje propozycję włamu do najlepiej strzeżonego więzienia na świecie. Czy książka jest warta przeczytania? Zapraszam do mojej recenzji!

Do „Szóstki wron” podchodziłem sceptycznie, nigdy nie przepadałem za kryminałami. Kiedy  w końcu zacząłem czytać, trochę czasu zajęło mi ogarnięcie fabuły, bo książka jest dość chaotycznie napisana... I teraz jest mi wstyd. Wstyd za to, że książka przeleżała u mnie 2 miesiące.
Moje nastawienie zmieniało się wraz z każdą kolejną przeczytaną stroną. Jest to książka pełna sytuacji pozornie bez wyjścia, intryg oraz drastycznych scen (osobom ze słabymi nerwami nie polecam). Znalazło się tam również miejsce na romanse oraz na przyjaźnie. Sam podczas czytania tej książki odczuwałem całą gamę emocji, takich jak zaskoczenie i zażenowanie, smutek i radość, odprężenie, złość, zachwyt, podekscytowanie, lęk, panikę, odrazę. Jak sami widzicie lista jest naprawdę długa, a to tylko jej mały kawałek. 
Była to jedna z tych książek, od których po prostu nie mogłem się „odkleić”. Jest to mroczny tytuł, ale zdecydowanie warty polecenia. Gdybym miał wystawić książce ocenę w skali 1-10, byłoby to na pewno mocne 10.

Dzięki za uwagę, Krzysiek Nazarko.

środa, 26 września 2018

WAKACYJNE HISTORIE



OLIWIA OLEKSY "Piasek w butach"

23 czerwca, godzina 8.48, po szkolnych korytarzach chodzą elegancko ubrani uczniowie z wiecznie zmęczonym wyrazem twarzy, workami pod oczami i napuchniętą od nadmiaru wiedzy głową. Pot spływa im z czoła, gdyż na dworze jest ponad 30 stopni Celcjusza, a mama kazała im się ubrać w koszule o 2 rozmiary za małą. To wszystko mogło oznaczać tylko jedno - zakończenie roku szkolnego.
                Oliwia stała niecierpliwie przed salą 112, czekając na wiecznie spóźnioną panią nauczycielkę. Chciała mieć już to za sobą, gdyż nie interesowała ją przemowa wychowawczyni, ani denne przedstawienie, które z roku na rok było coraz gorsze. W tamtej chwili miała ważniejszą sprawę na głowie. Za 4 dni wybierała się nad morze, a nie była jeszcze spakowana. Miała zamiar pojechać jeszcze na zakupy, żeby być dobrze przygotowaną. Po 2 godzinach wróciła wreszcie do domu z pięknym świadectwem. W pośpiechu rzuciła torebkę na komodę, a buty zostawiła na środku przedpokoju. Pobiegła do swojego pokoju, żeby jak najszybciej spakować się na wymarzone wakacje. Szybkim i energicznym ruchem otworzyła szafę, wyjmując z niej torbę, do której miała się spakować.
- Wydawało mi się, że ta torba była większa - pomyślała.
Już wtedy wiedziała, że na pewno się do niej nie zmieści. Oliwia stanęła przed szafą gotowa na dzikie pakowanie, a tu nagle pojawił się kolejny problem. Nie miała żadnych ładnych ciuszków do wzięcia ze sobą, mimo że szafa uginała się pod ciężarem ubrań. Przekopała dwie sterty ubrań i nadal nic. Po przeanalizowaniu zawartości szafy, stwierdziła, że musi iść na zakupy. Całe to pakowanie zajęło jej aż trzy dni, kiedy w końcu mogła powiedzieć, że  jest gotowa na podróż.
                W końcu nadszedł dzień oczekiwanego wyjazdu. 8 godzin w aucie i brak snu było męczarnią, ale opłacało się. Kiedy rano dotarła z rodziną na miejsce, jej oczom ukazał się wspaniały widok wschodzącego słońca. Nic nie mogło zepsuć jej humoru, aż tu nagle zza wydmy wyłonił się handlarz krzyczący swoim piskliwym głosem:
- ORZESZKI W KARMELU KUP MÓJ PRZYJACIELU!
- Przymknij się człowieku! - odpowiedział mu pewien plażowicz.
- A może trochę popcornu?
- Nie słyszałeś co powiedziałem? Słucham teraz radia, a pan mi w tym przeszkadza.
- No to może na watę cukrową będzie miał pan ochotę?
- Zaraz ci z tej waty czuprynę zrobię!- odpowiedział mu plażowicz, po czym zaczął go gonić.
Jeszcze chwilę obserwowała ich wzrokiem, ale później zniknęli jej z oczu. Oliwii zaczęło burczeć w brzuchu, więc zaproponowała, żeby poszli do jakiejś restauracji na śniadanie, na co wszyscy się zgodzili. Nie mieli daleko, gdyż restauracja była tuż przy plaży. Każdy zajął miejsce przy stole, po czym rodzice zamówili obiecany posiłek. Kiedy kelner przyniósł chleb z pastą z makreli, Oliwia pomyślała, że zaraz zwymiotuje.
- Smacznego!- powiedziała mama.
- Czy w karcie nie było czegoś, no wiesz, nie związanego z rybą? - spytała grzecznie Oliwia.
- No co ty! Przecież jesteśmy nad morzem, a tutaj je się tylko ryby! Spróbuj, a przekonasz się, jakie to jest dobre.
- Dobrze - odparła ze sztucznym uśmiechem Oliwia.
Najpierw powąchała, potem zatkała nos i zrobiła pierwszy kęs. Pani ze stolika obok była bardzo oburzona jej zachowaniem, ale jeszcze nie wiedziała, co ją czeka. Oliwia chciała już połknąć przeżuty kawałek pasty, aż tu nagle zakrztusiła się ością. Zaczęła się dusić, mama podała jej wodę, a tata klepnął ją w plecy, gdy nagle ość wraz z resztkami wylądowały na koszuli pani ze stolika obok. Oszołomiona pani w pierwszej chwili nie wiedziała, co się stało. Dopiero po chwili, kiedy zmieszała rodzinę Oliwii z błotem, opuściła restaurację. Im też było wstyd, więc zapłacili i jak najszybciej opuścili lokal. Gdy wsiadali do auta, Oliwia zorientowała się, że zgubiła gdzieś swój zapasowy portfelik z resztkami pieniędzy z komunii… Wiecie, jak to mówią: ,, Stare pieniądze z komunii nie rdzewieją’’  tylko znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. W tym przypadku bardziej pasowałoby to drugie określenie, gdyby nie to, że Oliwia doskonale pamiętała, gdzie zostawiła portfelik - w restauracji. Niestety było już za późno, żeby się wrócić, więc Oliwia postanowiła przeboleć tę sytuację.
                Cała rodzina przyjechała zameldować się do hotelu. Wejście było wyłożone kostką brukową i dwoma ozdobnymi pasmami z piasku. Wszyscy byli tak zajęci rozpakowywaniem bagaży, że nie zauważyli jak młodsza siostra Oliwii bawiła się w piasku. W recepcji dostali klucz do pokoju. Pani z obsługi była tak miła, że zaprowadziła ich do odpowiedniego pokoju. Przed wejściem poprosiła jednak, żeby zawsze zdejmować buty, bo parkiet szybko się brudzi. Kiedy każdy zdjął już buty i nadeszła pora na małą siostrzyczkę Jagodę, mama podejrzewała, co się za chwilę stanie, ale było już za późno... Jagoda, zdejmując buty, wysypała cały piasek, tworząc przy tym małą piaskownicę na środku hotelowego korytarza. Po tym incydencie pani z obsługi nie była już taka miła i wezwała kierowniczkę, którą później okazała się oplutą panią z restauracji. Przez piasek w butach rodzina Oliwii została wyrzucona z hotelu. Przez następny tydzień mieszkali u rybaka, który wynajmował domki ‘’ last minute’’.
Pamiętajcie! Nigdy nie wchodźcie w butach do piasku!



MAGDA MORGAŁA: "Lisie lato"


Lato to chwile, które kojarzą mi się z odpoczynkiem od szkoły i obowiązków. Jest wtedy ciepło, dni są długie, a ludzie weselsi niż zwykle. Dla mnie to również czas spełnienia marzeń…
          Trzynastoletnia Kaja zawsze miała bujną wyobraźnię. Nie raz wyobrażała sobie, że może być kimkolwiek zechce. Nawet superbohaterką. Pewnego dnia na harcerskim obozie cała jej grupa wyszła na spacer do lasu. Bardzo ją to ucieszyło, bo uwielbiała przyrodę, a w szczególności zwierzęta. Kwadrans później Kaja zauważyła, że coś rudego leży w oddali. Postanowiła tam pójść, wymykając się z grupy. Na początku myślała, że to tylko wysuszone igły, ale gdy podeszła bliżej, zobaczyła rannego liska leżącego w trawie. Bez chwili zastanawiania się postanowiła, że weźmie go ze sobą i spróbuje opatrzyć mu ranę. Mając nadzieję, że drużynowy nie zorientuje się, wróciła z liskiem do obozowiska. Koleżanki Kai z drugiej grupy były w swoim namiocie, więc po prostu do nich weszła. Dziewczyny zdziwiły się obecnością Kai, ale bardziej skupiły się na lisku.
- Kaja, skąd go masz?! - spytała Martyna
- Znalazłam go... 
Musimy opatrzyć mu ranę - cicho odpowiedziała Kaja.
Martyna od razu pobiegła po bandaż, a za nią Julka. Kaja została sama z lisem w namiocie.
- Nie martw się – powiedziała uspokajająco Kaja. - Będzie dobrze.
Liskowi znacznie poprawił się humor i polizał rękę Kai.
            Następnego dnia kiedy Kaja się obudziła, zobaczyła koło siebie śpiącego liska. Obok niego zobaczyła jakieś pudełeczko. W środku znajdował się naszyjnik ze sztucznym lisim ogonem. Kaja się zachwyciła, myśląc, że to od przyjaciółek. Jednak myliła się...
            Kaja specjalnie dla liska rezygnowała z wielu atrakcji, żeby pójść z nim na łąkę i się pobawić. Właśnie w ten sposób spędziła tydzień swoich wakacji. Zaprzyjaźniła się z lisem i całkowicie mu ufała. Jednak pewnego dnia  kiedy się obudziła, liska przy niej nie było. Próbowała go szukać. Niestety bezskutecznie…
Po kilku dniach nieobecności liska Kaja zaczęła się zastanawiać, czy wszystko to, co jej się ostatnio przydarzyło nie było tylko snem albo wytworem jej wyobraźni.
            W ostatni dzień obozu podczas pakowania się odnalazła na dnie plecaka lisi naszyjnik. Teraz była już pewna, że naszyjnik mógł być prawdziwy, a lisek to tylko jej wyobrażenie.
Po ostatnich przygotowaniach harcerze ruszyli w kierunku domu. Po kilkugodzinnej podróży dotarli na miejsce. Każdy poszedł w swoim kierunku, więc Kaja również ruszyła do domu. Wchodząc przez swój ogródek, usłyszała w krzakach szelest. Nagle zza krzaków wyłonił się… mały lisek. Lisek Kai. Dziewczynka była przeszczęśliwa i wtedy już wiedziała, że każde marzenie może się jednak spełnić...
            Lato to czas spełniania marzeń. Tak właśnie myślę i już nie mogę doczekać się następnych wakacji. Może i moje marzenie się spełni.


JULIA SZCZYPIOR: "Magiczne drzewo"


           Ta historia opowiada o 14 letniej Lenie. Lena jest piękną, wysoką dziewczyną o czarnych długich włosach. Dziewczyna mieszka u swojej cioci w skromnym domku nieopodal lasu. Każdego dnia odwiedza nowe zakątki nieznanej dziczy.
          Pewnego dnia trafia na niezwykłe drzewo, lecz nie mogła do niego podejść, ponieważ robiło się już ciemno i musiała wracać do domu. Poostanowiła więc, że pójdzie tam następnego dnia.         
           Kolejnego dnia wróciła i nawiązała niesamowitą więź z drzewem. Od tamtej pory była to jej tajemnica. Rozmawiała z drzewem, zwierzała mu się, dekorowała jego gałęzie. Gdy uznała, że drzewo jest już odpowiednio upiększone, przysiadła na kamieniu obok drzewa i zaczęła mu opowiadać, jak jej minął ten piękny, letni dzień. W pewnej chwili drzewo odpowiedziało. Dziewczyna była zaskoczona, oddaliła się trochę i ukryła za krzakiem. Drzewo powiedziało:
- Nie bój się.
Dziewczyna wystawiła głowę zza krzaka i zapytała:

- Ty! Ty mówisz?!

- Tak - odparło drzewo i opowiedziało jej swoją historię:

- Kedyś niewinnie bawiłem się z kolegami, rzucając kamieniami w drzew. Zauważył to czarownik. Rzucił na mnie czar. Zmienił mnie w drzewo i każdego dnia lata zaczynam mowić ludzkim głosem. Jesteś jedyną osobą, ktora wie, że mówię.
Dziewczyna z zaciekawieniem słuchała drzewa, które nadal mówiło:
- Klątwa będzie na mnie wisiała aż do dnia, w którym ktoś z mocą tak wielką jak czarownik mnie odczaruje.
- A kiedy byłeś człowiekiem, to jak miałeś na imię?
Drzewo miało już odpowiedzieć, ale dziewczyna zorientowała się, że zrobiło się już bardzo późno i musi wracać do domu. Nic nie mówiąc, uciekła.
Następnego dnia ciotka nie pozwoliła dziewczynce wyjść na dwór, lecz Lena i tak wymknęła się z domu. Wróciła do drzewa i zapytała go jeszcze raz :

- Jak miałeś na imię, gdy byłeś człowiekiem?

- Jakub – odpowiedziało drzewo.

Dziewczyna była wszystkiego bardzo ciekawa i zadawała mnóstwo pytań. I tak z pytania na pytanie drzewo i nasza bohaterka zaprzyjaźniali się coraz bardziej.
            Minęły dwa tygodnie odkąd Lena zaprzyjaźniła się z drzewem Jakubem. Dzień w dzień przychodziła do Jakuba, by z nim porozmawiać i udekorować jego gałęzie. Był to już taki wakacyjny rytuał. Kiedy więc nastał kolejny dzień postanowiła, że pójdzie do swojego przyjaciela. Gdy doszła na miejsce, drzewa już nie było. Był tylko jego ucięty pień. Lena podbiegła do drzewa i zaczęła płakać. Gdy jej łza opadła na pień drzewa, ziemia zadrżała, a drzewo zaczęło odrastać. Lena odsunęła się i patrzyła, jak jej przyjaciel robi się coraz większy. Nagle nie widziała nic oprócz oślepiającego światła. Jasność unosiła się przez dobrą minutę. W pewnej chwili zniknęła, a obok drzewa leżał chłopak. Był to Jakub w postaci człowieka.
             I tak skończyła się przygoda Leny, a zaczęła się 
przyjaźń dwojga ludzi. Dla jednych może być niewiarygodna, dla innych szokująca, ale dla nich najprawdziwsza z prawdziwych.
        

Nowy skład zespołu :)


Nowy rok szkolny 2018/2019, nowe pomysły i nowi redaktorzy, oczywiście "kuluralnie nakręceni". Oto oni:

Oliwia Oleksy – ma 13 lat (już niedługo 14), uczęszcza do klasy dwujęzycznej, w której uczy się języka angielskiego. Interesuje się modą i fotografią. W przyszłości chciałaby zamieszkać w USA lub w Wilekiej Brytanii.

Alicja Gadula (Gaduła) – interesuje się muzyką, pływaniem oraz rysowaniem; ma w domu rybki, które dość często umierają, dlatego nie da się ich zliczyć. Lubi czytać, a od niedawna zaczęła również sama pisać książki…

Oliwciak – ma 13 lat, uwielbia fantastykę. Ma plany wyjazdu do USA i zamieszkania tam.

Julia „Szalona” Szczypior – zwariowana i energetyczna; miłośniczka sportu i tańca, która kocha zajmować się zwierzętami.

Marycha – szalona dziewczyna, której pasją jest rysowanie; uwielbia opowiadania fantasy z dużą ilością magicznych stworzeń.

Krzysiek Nazarko – lubi czytać i oglądać filmy; jego ulubione gatunki to science-fiction, fantasy, thrillery psychologiczne oraz horrory.

Kuba (Frodo) Kwieciński – lubi czytać komiksy; marzy, żeby zostać aktorem.

Gumiś – ma 13 lat i zazwyczaj patrzy na świat optymistycznie; lubi kluski śląskie i makaron; jego pasją i jednocześnie ulubionym przedmiotem w szkole jest historia.

Rudy – jest pozytywną osobą (według niego samego chyba pozytywną, według mnie - na pewno), lubi spotykać się ze znajomymi; na razie nie ma określonego hobby, uwielbia natomiast "śmieciowe jedzenie".

Maja Kwiecińska – trzynastolatka, właścicielka psa; jej pasją są gry (tzw. „strzelanki”)

KKK co do zainteresowań, to… ma ich dużo, lubi np. składać modele czy origami, a co najciekawsze LUBI CZYTAĆ KSIĄŻKI

Witamy w zespole :)

środa, 20 czerwca 2018

110 lat Ani z Zielonego Wzgórza




Dla każdego Ania Shirley jest symbolem tego, czego pragnie się w życiu: przyjaźni, akceptacji i domowego ciepła. Przede wszystkim jednak Ania symbolizuje moc wyobraźni...

W tym roku mija 110 lat od momentu pierwszego wydania książki "Ania z Zielonego Wzgórza", które ukazało się 20 czerwca 1908 roku.

Poniżej efekty pracy Dzieciaków na szóstkę, czyli projekt: 
"Złote myśli Ani Shirley" oraz recenzje książki, które udowadniają, że "Ania z Zielonego Wzgórza" to powieść nie tylko dla dziewczyn :)



















AUTORKA RECENZJI: Emilia Widera

Po przeczytaniu „Ani z Zielonego Wzgórza” miałam mieszane uczucia... Nie do końca wiedziałam, czy książka wpadła w mój gust i czy będę umiała powiedzieć o niej coś więcej... Na całe szczęście myliłam się, ponieważ książka okazała się bardzo interesująca, nawet dla mnie – osoby, która  niekoniecznie lubi czytać…
Ania - rudowłosa, samotna, potrzebująca rodzinnego ciepła dziewczynka, która jedenaście lat swojego życia spędziła w samotności, wrogości, a jej codziennością było upokorzenie w domu dziecka. Życie  bohaterki zmieniło się, gdy  trafiła na Zielone Wzgórze. Było to ogromne zaskoczenie dla rodzeństwa Cuthbertów, którzy spodziewali, że w ich domu zagości chłopczyk. Mimo zdziwienia zatrzymali Anię, pokochali i nigdy nie żałowali swojej decyzji. Dziewczynka u Maryli i Mateusza odnalazła prawdziwy dom, najlepszą przyjaciółkę, a przede wszystkim miejsce, gdzie można snuć  marzenia, bo przecież  Ania miała wspaniałą, bujną wyobraźnię, przez którą często wpadała w kłopoty.
Czytając  tę książkę, na mojej twarzy gościł uśmiech, a w oczach niejednokrotnie pojawiały się  łzy. Nie umiem sobie wyobrazić, jak można nie lubić Ani Shirley. Jej historia bardzo dużo mnie nauczyła, pokazała że nawet z największego dołka można wyjść z uniesioną głową. Książka uczy kochać, realizować się i spełniać marzenia – na pewno  jest godna przeczytania i polecenia.



AUTORKA RECENZJI: Kinga Kubat

Ostatnio przeczytałam książkę autorstwa Lucy Maud Montgomery pt. „Ania z Zielonego Wzgórza”. Jest to opowieść o Ani, która miała bardzo trudne dzieciństwo, ale z czasem wszystko w jej życiu zaczęło  się układać i zmieniać na lepsze.
                Przypadek sprawił, że trafiła na Zielone Wzgórze. Została tam przygarnięta przez Marylę i Mateusza Cuthbertów- rodzeństwo, które potrzebowało kogoś do pomocy w gospodarstwie. Liczne przygody Ani  są opisane w sposób humorystyczny. Bohaterka ma bardzo bujną wyobraźnię i talent do „pakowania się” w kłopoty. Nikt, kto przeczytał tę książkę, nie zapomni  sceny, gdy Ania przypadkiem upiła Dianę lub gdy zafarbowała sobie włosy na zielono.      
                Anię poznajemy w wieku jedenastu lat. Już wtedy była sierotą, jej rodzice umarli, kiedy miała trzy miesiące. Od śmierci rodziców do zamieszkania u Cuthbertów  Anię wychowywały różne rodziny, w których głównie opiekowała się dziećmi. Pobyt Ani na Zielonym Wzgórzu sprawiał rodzeństwu wiele kłopotów wychowawczych. Chociaż często ściągała na siebie nieszczęścia, szybko wkradła się do serc Mateusza i Maryli. Mieszkańcy Avonle’a początkowo nie mieli dobrej opinii na temat sieroty, lecz po pewnym czasie polubili ją za jej urok i naturalność.
                Od kiedy zaczęła chodzić do szkoły, zyskała wielu kolegów. Za swoją przyjaciółkę od serca uznawała Dianę, ponieważ zawsze sobie pomagały i od razu złapały ze sobą dobry kontakt. Na początku swojej nauki Ania nie uczyła się za dobrze, ale w dowód wdzięczności za miłość Mateusza i Maryli robiła wszystko, by byli z niej dumni. W nagrodę za swoją ciężką pracę dostała się do wymarzonej szkoły średniej. Książka kończy się, gdy siedemnastoletnia Ania kończy szkołę, otrzymując dyplom nauczycielki nauczania początkowego.
                „Ania z Zielonego Wzgórza’’ to pierwsza z cyklu książek o Ani, które znane są na całym świecie. Ta powieść bawi, ale także uczy. Historia Ani pokazuje, że życie może odmienić się w nawet najgorszym momencie, a dzięki wierze we własne siły można zajść daleko.



 AUTOR RECENZJI: Kamil Sancar

Ania z Zielonego Wzgórza” to książka autorstwa pisarki Lucy Maud Montgomery, która zapoczątkowała serię książek opowiadających o przygodach Ani. Wydana w 1908 roku powieść wywołała u czytelników mieszane odczucia.
     Akcja powieści rozgrywa się na Wyspie Księcia Edwarda w latach 70-tych XIX wieku. Niektóre osoby twierdzą, że jest to książka godna polecenia, a inni uważają, iż jest to lektura tylko dla dziewczyn. Zaczynając ją czytać, nie wiedziałem o tej książce nic, podobnie było z opiniami innych. Z tych powodów przed rozpoczęciem czytania jak i po pierwszym  rozdziale miałem co do niej obawy i przedwcześnie ją „skreśliłem”, twierdząc, że niczego w sobie nie ma i jest nudna. Moje zdanie zmieniło się jednak o 180 stopni, gdy po raz pierwszy pojawiła się główna bohaterka, czyli Ania. Niewiele czasu mi zajęło, by się z nią utożsamić, a dodam, że w moim przypadku nigdy wcześniej się to nie zdarzyło…
     Ania to bardzo energiczna dziewczyna oraz zdolna uczennica z bujną wyobraźnią. Ma kilka przyjaciółek, w tym jedną najlepszą - Dianę Barry. Jest to rówieśniczka Ani o pięknych ciemnych włosach oraz mająca dołeczki, które bardzo chciała mieć Ania.    
     Ania to „magnes na kłopoty”, dosyć często zaliczała wpadki, które ją kształciły na lepszą osobę. Jej opiekunowie to jedni z najważniejszych bohaterów - czyli dobroduszny i sympatyczny Mateusz Cuthbert oraz stanowcza i zdyscyplinowana Maryla  Cuthbert, która odgrywała olbrzymią rolę w wychowywaniu Ani.    
     W powieści miały miejsce „romantyczne” momenty Ani z Gilbertem Blythe, którzy zostali pod koniec książki przyjaciółmi, mimo iż byli swoimi wrogami ze względu na to, że Gilbert swego czasu nazwał ją „marchewką” przy klasie, wyśmiewając jej rude włosy. Kilka wydarzeń zawartych w powieści miało swoje skutki w przyszłości, jak np. przykra śmierć Mateusza na zawał serca spowodowana bankructwem banku i tym samym stratą wszystkich oszczędności.   
     Książki poświęcone Ani okazały się mieć tylu miłośników, że w Kanadzie zostało odwzorowane i wybudowanie Zielone Wzgórze.
     Moim zdaniem „Ania z Zielonego Wzgórza” to powieść bez wad i jak na razie najlepsza lektura, jaką miałem okazję czytać. Uważam, że jest to książka dla wszystkich, nie tylko dla dziewczyn. Przygody Ani zaciekawiły mnie na tyle mocno, że jestem w trakcie czytania drugiej części, czyli „Ani z Avonlea”.


wtorek, 19 czerwca 2018

UBRANI W KSIĄŻKĘ - Sleeveface



Nasze WYZWANIE CZYTELNICZE polegało na wykonaniu fotografii techniką sleeveface, czyli zdjęcia z zasłoniętą przez okładkę książki częścią ciała.
W efekcie czego można było otrzymać złudzenie prezentujące bardzo ciekawe połączenie sylwetki fotografowanej osoby z ukrytym książkowym alter ego…


Oto moi cudowni Gimnazjaliści z klasy 2e, 3e i 3a ubrani w książkę…