wtorek, 11 czerwca 2019

„Miasto kości” z serii „Dary Anioła”





Recenzja I tomu pt. „Miasto kości” 

z serii „Dary Anioła


Wyobraź sobie, że świat, który znasz z mitów i legend, istnieje naprawdę. Tylko, że jest skryty za magiczną zasłoną niewidoczną dla zwykłego śmiertelnika. A teraz spróbuj wyobrazić sobie, że pewnego wieczora, podczas tańca w klubie, stajesz się świadkiem ataku na nieznajomego ci chłopaka. Problem tkwi w tym, że tylko ty dostrzegasz całą sytuację, mimo wielu osób bawiących się dookoła…

W takich właśnie okolicznościach czytelnik poznaje Clary, główną bohaterkę książki. Powieść jest pełna dowcipnych rozmów pełnych sarkazmu. Nie brakuje w niej jednak chwil niepewności i grozy. Historia toczy się w Nowym Yorku, jednak nie takim zwykłym, lecz pełnym demonów, wampirów, wilkołaków oraz co najważniejsze Nocnych Łowców. Występują tam również inni Podziemni, tacy jak fearie czy czarownicy oraz Przyziemni, czyli zwykli ludzie nie zdający sobie sprawy, co dzieje się za niewidoczną zasłoną. W ten niezwykły świat nieświadomie i nieodwracalnie wchodzi Clary Fray – zwykła dziewczyna. Gdyby nie była wtedy w klubie zwanym „Pandeonium” i nie spotkała Jace’a – chłopaka, który został zaatakowany, prawdopodobnie żyłaby normalnie  swoim zwykłym życiem. Jednak wszystko się zmienia, ponieważ okazuje się, że w żyłach dziewczyny płynie krew Nocnych Łowców. Gdy jej matka niespodziewanie zostaje uprowadzona, Clary bez długiego namysłu rusza jej na pomoc wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi...


Miasto Kości” to książka, która z całą pewnością dostarcza wiele niezapomnianych, pozytywnych wrażeń. Powieść Cassandry Clare na pewno nie zawiedzie żadnego miłośnika fantazy czy książek pokroju „Harry’ego Pottera” czy „Łowcy czarownic”. Bez wątpienia każdy odnajdzie się w historii o Nocnych Łowcach oraz będzie zagłębiał się w powieści następnych części z cyklu „Dary Anioła”.

AUTORKA RECENZJI: Aleksandra Kopica









piątek, 7 czerwca 2019

Jak nie czytam, jak czytam





7 czerwca o 10.00 włączyliśmy się do akcji 
„JAK NIE CZYTAM, JAK CZYTAM”


Tego dnia uczniowie z całej Polski promowali czytanie. Bez przymusu, każdy to, na co miał ochotę. Symbolem wspólnej akcji był rekord w liczbie osób czytających w jednym momencie. 

Po co?
Po prostu chcieliśmy dać okazję do poczytania sobie w gronie koleżanek i kolegów, w miłych okolicznościach, bez dorabiania wielkiej filozofii. Głównym celem akcji jest bowiem budowanie pozytywnego wizerunku książki, tak by czytanie kojarzyło się z czymś przyjemnym, z wolnym czasem i rozrywką. 
Akcja miała zachęcić tych uczniów, którzy wciąż traktują czytanie jako przykry obowiązek. Dlatego nikogo nie zmuszaliśmy, lecz po prostu motywowaliśmy :)

Moim uczniom z klasy 7a i 7e DZIĘKUJĘ za udział w akcji.
EM





poniedziałek, 27 maja 2019

"Morderstwo w Orient Expressie" - recenzja filmu




W 2017 roku do kin weszła kolejna wersja ekranizacji kultowej historii autorstwa Agathy Christie pt. „Morderstwo w Orient Expressie”. Tym razem reżyserem został Kenneth Branath, który oprócz trzymania pieczy nad całym filmem, wcielił się również w główną rolę i został Herkulesem Poirot XXI wieku.
Kenneth Branath – jeśli to nazwisko wydaje wam się znajome, to prawdopodobnie kojarzycie je z Harry’ego Pottera, a dokładnie z drugiego filmu, czyli „Komnaty tajemnic”. Branath grał tam czarującego Gilderoy’a Lockharta. Oprócz tego ten sam mężczyzna wyreżyserował „Kopciuszka” z Lily James w roli tytułowej.
W „Morderstwie w Orient Expressie” po raz pierwszy widzimy belgijskiego detektywa Herkulesa Poirot , gdy ten rozwiązuje szybko i sprawnie zagadkę ukradzionego zabytku. Po chwili widzimy, że podchodzi do niego mężczyzna i oznajmia mu, że musi wyruszyć do Londynu w związku ze sprawą wagi państwowej. Detektyw zgadza się, ale okazuje się, iż nigdzie nie ma już wolnych miejsc i Herkules nie ma jak dostać się do miasta. Na szczęście jego przyjaciel jest konduktorem w pociągu, jadącym w tę samą stronę, co detektyw. W nim również wszystkie przedziały są już zajęte, ale jeden z pasażerów nie zjawia się na czas i Poirot zajmuje jego miejsce. W wagonie poznaje wielu ludzi o różnych osobowościach, których na pierwszy rzut oka nie łączy absolutnie nic. Jednym z nich jest złowieszczo wyglądający Edward Rachett. Jednego dnia pociąg wykoleja się podczas burzy śnieżnej i mężczyzna ten przychodzi do Herkulesa, aby zaoferować mu pieniądze w zamian za ochronę, ponieważ znalazł na swoim łóżku list z pogróżkami. Poirot odrzuca jego propozycję, oznajmiając że jest detektywem, a nie ochroniarzem. Następnego dnia Rachett zostaje znaleziony martwy z wieloma ranami kłutymi, a Herkules poprzysięga pasażerom, że odnajdzie mordercę i przekaże go policji. Jednak nie wie, że zagadka ta jest o wiele bardziej skomplikowana niż się wydaje…
Jako fanka książek Agathy Christie, Davida Sucheta w roli błyskotliwego Belga oraz przede wszystkim tej specyficznej historii, byłam nastawiona sceptycznie do najnowszej ekranizacji. Jednakże po seansie mogę powiedzieć z ręką na sercu, że nie miałam czego się obawiać i że jest to bardzo dobra ekranizacja!
Cała fabuła filmu pokrywała się z książkowym pierwowzorem prawie 1:1, a klimat lat 30 został oddany perfekcyjnie. Warta wspomnienia jest również bardzo dobrze dobrana obsada, w której znalazło się wiele gwiazd kina znanych ze wspaniałej gry aktorskiej. Oglądając „Morderstwo w Orient Expressie” na ekranie możemy zobaczyć Johhny’ego Deppa, Michael Pfeiffer, Judi Dench, Willema Dafoe czy Penelope Cruz. Akcja jest dynamiczna, a film nie jest sztucznie przedłużony, dzięki czemu pół godziny wydaje się być jak pięć minut. Jednak czymś co mnie naprawdę zachwyciło, były zdjęcia. Ujęcia ośnieżonych gór oraz pięknych zachodów i wschodów słońca budzą emocje, których nie spodziewalibyśmy się podczas oglądania takiego tytułu. Nie można również pominąć innowacyjnej zabawy kamerą, gdzie w jednym momencie znajdowała się ona ponad postaciami albo za oknem, słysząc rozmowę wewnątrz pociągu. Dzięki temu czuliśmy się, jakbyśmy  rzeczywiście stali na dworze i obserwowali zaistniałą sytuację.
Jedyna rzecz, która mi nie podpasowała, to wąsy Herkulesa, które powinny być małe i czarne, a były ogromne i brązowo-szare. Zgaduję, że była to po prostu koncepcja reżysera i jestem skłonna mu to wybaczyć, bo nie była to aż tak wielka zmiana. Zresztą po pewnym czasie przestałam zwracać na nie uwagę, całkowicie koncentrując się na interesującej i bardzo skomplikowanej fabule.
Morderstwo w Orient Expressie” w reżyserii Branatha to idealny sposób na spędzenie czasu zarówno dla tych, co już dobrze znają Herkulesa Poirot, jak i dla tych, którzy spotkają się z nim po raz pierwszy. Film nie jest nachalny i nie zarzuca nas faktami z życia detektywa, które powinniśmy już znać, a raczej powoli prowadzi nas za rękę, jednocześnie pozwalając nam delektować się całą historią. Mogę wam zagwarantować, że po obejrzeniu filmu na waszych ustach zagości tak duży uśmiech, jak duże są wąsy belgijskiego detektywa.                  
Polecam.

Wiktoria Bambynek

"Ene, due, śmierć" - recenzja książki






Książka ,,Ene, due, śmierć” napisana przez M.J. Arlidge to wydany w 2015 roku thriller i kryminał w jednym . 
Historia przedstawiona w książce ukazuje niebezpieczną grę, której bohaterowie muszą się podjąć, aby sprostać oczekiwaniom sprawcy. Pierwszymi ofiarami pada dwójka młodych ludzi wracających z koncertu - Amy i Sam. Zostają porwani przez kobietę, która oferowała im podwózkę do domu. Niestety, jedno z nich już nigdy do niego nie wróci…
Ale po kolei… Para budzi się na dnie basenu do nurkowania. Okazuje się, że zostali pozbawieni wszystkich rzeczy, a jedyne, co znajdują obok siebie to telefon i pistolet. Tajemniczy głos w słuchawce oznajmia im, że przeżyje tylko jedna osoba, a do nich należy decyzja, która. Tragiczna sytuacja, w której znalazła się ta dwójka to dopiero początek zabawy psychopaty…
Śledztwo będzie prowadziła oddana swojej pracy Helen Grace. Zdeterminowana policjantka depcze oprawcy po piętach, jednak zagadka zostaje rozwiązana na samym końcu powieści. Dużym plusem jest przedstawienie bohaterów, którzy nie są idealni, posiadają swoje słabości i wady, mimo to starają się czynić jak najlepiej.
Książka porusza trudne tematy i wybory życiowe, pokazuje, ile zawdzięczamy bliskim i jak dużo możemy stracić przez jeden wybór. Zabić czy zostać  zabitym? – przed takim bowiem dylematem staną bohaterowie książki.
Powieść trzyma w napięciu, posiada ciekawy wątek i szybko rozwijającą się akcję. Czytając ją, możemy zastanowić się, jak sami zachowalibyśmy się w danej sytuacji i wczuć się rolę głównych bohaterów. Opisy są bardzo szczegółowe i realistyczne, dzięki czemu łatwo można sobie wyobrazić bohaterów i rozgrywającą się akcję.
Uważam, że ,,Ene, due, śmierć’ jest godną polecenia książką, którą warto przeczytać. Uprzedzam jedynie, że powieść jest dość brutalna i drastyczna, dlatego polecam ją raczej czytelnikom o mocnych nerwach. Książka ta to również idealny wybór dla wielbicieli kryminałów. Trzyma w napięciu do końca, a sam finał opisywanej historii na pewno zaskoczy nie jednego.
Polecam.

MARTA PINKAWA


wtorek, 5 marca 2019

Kamienie na szaniec - recenzje uczniów




A kiedy trzeba na śmierć idą po kolei,
jak kamienie przez Boga rzucone na szaniec…”




Autorka:  OLIWIA KSIĄŻEK
Kamienie na szaniec” to bezsprzecznie tytuł, który wywołuje burzę emocji i jednocześnie głęboko zapada w pamięć. Aleksander Kamiński złożył piękny hołd wyzwolicielom Polski, którzy za wolność narodu zapłacili najwyższą cenę. Swoje życie.
Autor zabiera czytelnika w realia II wojny światowej, w czasy, kiedy Polska znajdowała się pod okupacją niemiecką. Jako czytelnicy mamy możliwość poznania trzech zwykłych chłopaków, których łączy jeden wspólny cel – chęć odzyskania swojego kraju z rąk okupantów.
Kamienie na szaniec” to wzruszająca, a zarazem bezlitosna historia prawdziwych ludzi, autentycznych bohaterów, która skradła serca milionom Polaków w każdym wieku. Zdecydowanie zasługuje na miano książki ponadczasowej, która mimo odległej daty wydania jest wciąż chętnie czytana.





Autor: Jakub Szmatloch

Lektura, którą czyta się z zapartym tchem, ze łzami w oczach. 
Książka, która na zawsze zostaje w sercu…
Alek, Rudy i Zośka – trzej przyjaciel, którym przyszło dorastać  podczas II wojny światowej. Niesamowite jest to, że w czasie tak smutnym i tragicznym była w nich radość, miłość i wola przetrwania. 
Nie ma ich. Odeszli. A jednak są. Żyją w każdym wrażliwym młodym człowieku. Pokolenie Rudego, Alka i Zośki  pokazało nam, co to jest honor, braterstwo, odwaga i przyjaźń. 
Serdecznie polecam każdemu tę książkę.



Autorka: WIKTORIA WASILEWSKA
Lata 40. XX wieku. Alek, Rudy i Zośka – trzej dzielni harcerze, którzy muszą stawić czoła potężnej przeciwniczce – wojnie. Chłopcy zmagają się z trudem życia podczas  okupacji niemieckiej. Wspólnie działają w służbie Małego Sabotażu, wykazując się przy tym ogromną odwagą i często ryzykując również swoje życie.
Wszystko się komplikuje, gdy jeden z przyjaciół trafia w ręce gestapo... Czy Zośce i Alkowi uda się odbić Rudego i uwolnić go od cierpień? Jak tragiczna w skutkach okaże się walka o przyjaźń, miłość i wolność?



Autorka: AGNIESZKA URBAŃCZYK
Przyjaźń, miłość, plany na przyszłość. Każdy z nas je ma. Nie każdemu dane jest je zrealizować, o czym dotkliwie przekonali się młodzi harcerze XXIII Drużyny Harcerskiej „BUKI”.                                     
Alek, Rudy i Zośka żyją szczęśliwie i beztrosko. Dorastają w wolnej Polsce. W maju 1939 roku zdają maturę, a już we wrześniu ich losy zmieniają się diametralnie. Bohaterowie zamiast realizować swoje pasje, iść na studia i żyć pełnią życia zostają zmuszeni wziąć broń do ręki i walczyć z okupantem, bo wybucha II wojna światowa…
Książka chwyta za serce już od pierwszej strony. Czytając ją, z zapartym tchem śledzimy losy bohaterów. Razem z nimi się cieszymy, śmiejemy i płaczemy. Dodatkowym aspektem dającym nam do myślenia jest to, że wszystkie wydarzenia przedstawione w książce są autentyczne, bo „Kamienie na szaniec” to przykład literatury faktu. Kolejne pokolenia sięgają po tę książkę, dlatego polecam ją każdemu i gwarantuję, że zostanie w Waszych sercach na dłużej.



Autorka: WIKTORIA BAMBYNEK
Kamienie na szaniec” napisane przez Aleksandra Kamińskiego to przede wszystkim powieść, którą napisało życie. Bohaterami są Zośka, Rudy i  Alek – chłopcy, którzy po wybuchu II wojny światowej postanowili przeciwstawić się okupantowi poprzez przeprowadzenie różnych akcji świadczących o tym, że Polska nie przestała istnieć w sercach Polaków.
Mimo niewielu stron książka ta budzi wiele emocji. Tworzą ją nie tylko słowa, ale przede wszystkim przyjaźń, patriotyzm i akty odwagi, które nie raz mrożą krew w żyłach. Właśnie to jest powód, dlaczego polecam ją każdemu.



Autorka: ALEKSANDRA KOPICA
Patriotyzm, przyjaźń, odwaga, wolność, młodość, braterstwo, poświęcenie. „Kamienie na szaniec” to z pewnością książka, którą każdy młody człowiek powinien przeczytać. Przedstawia ona autentyczną historię grupy młodzieży, której  przyszło żyć podczas II wojny światowej. Chłopcy w trudnych wojennych czasach przezwyciężają swoje słabości, aby walczyć dla swojej ojczyzny…
Książka zdecydowanie warta polecenia.



Autorka: WERONIKA KOŚMIDER
Czy można tę powieść określić jednym zdaniem? Wydaje mi się, że nie można… Książka "Kamienie na szaniec" wiąże się z takimi uczuciami jak miłość, ból i strata. Ukazuje wartości, którymi każdy z nas powinien się kierować, czyli przyjaźń, honor i braterstwo. Aleksander  Kamiński opisuje losy trzech przyjaciół – Jana Bytnara, Aleksego Dawidowskiego i Tadeusza Zawadzkiego. Kończą oni prestiżowe warszawskie liceum, są po maturze i przed nimi studia. W wakacje 1939 roku przyjaciele oddają się górskim wędrówkom. Ich beztroska zostaje jednak brutalnie przerwana. We wrześniu wybucha wojna. Ani jeden z chłopców nie ma wątpliwości, gdzie jest ich miejsce i jakie mają obowiązki. W okupowanej przez Niemców Warszawie prowadzą walkę konspiracyjną w ramach Małego Sabotażu. Pomimo tak młodego wieku są wzorami do naśladowania – dla nas wszystkich. Również w dzisiejszych czasach…
Kamienie na szaniec” to jedna z najlepszych książek o historii Polski, jaką czytałam. Przemawia w prosty sposób do serc czytelników, zmusza do refleksji i dla niejednych może być dobrą lekcją o życiu.



Autorka: ALICJA SZWAJNOS
Lektura opowiada o trudnych czasach okupacji hitlerowskiej, której nie chce się poddać grupa harcerzy. Na jej czele stoją Rudy, Alek i Zośka. Chłopcy poprzez swoje akcje sabotażowe próbują przywrócić w Polakach wiarę w wolną ojczyznę. Ich losy diametralnie się zmieniają, gdy zostają członkami Szarych Szeregów.
Książka ta jest przepełniona przykładami bohaterstwa, miłości, odwagi oraz walki o wspólne dobro. Opowiada nam o życiu naszych rówieśników, którzy poświęcili się, walcząc o Polskę, w której obecnie możemy żyć – właśnie dzięki nim.
Uważam, że „Kamienie na szaniec” to pozycja ponadczasowa, gdyż ukazuje nam ważne wartości, zatracone w dzisiejszych czasach. Z jednej strony wzrusza ona do łez, z drugiej bawi do rozpuku, dlatego zachęcam do jej przeczytania, jak również obejrzenia filmu o tym samym tytule w reżyserii Roberta  Glińskiego.



piątek, 18 stycznia 2019

Dzień Kubusia Puchatka






Dzień Kubusia Puchatka

Kubuś Puchatek to postać kochana na całym świecie. Nic więc dziwnego, że doczekał się nawet swojego święta. Nieoficjalny (przynajmniej na razie) Dzień Kubusia Puchatka obchodzimy 18 stycznia, czyli w rocznicę urodzin Alana Milne'a - pisarza, który stworzył postać misia o małym rozumku.
Międzynarodowy Dzień Kubusia Puchatka jest doskonałą okazją do przypomnienia sobie o tym niezwykłym bohaterze...


Złote myśli Kubusia Puchatka, które udowadniają, że nie był to jednak Miś o małym rozumku...

1. Jestem bardzo szczęśliwy, bo mam kogoś, kto sprawia, że trudno jest powiedzieć "do widzenia".

2. Ludzie mówią, że nic nie jest niemożliwe, ale przecież to NIC to ja robię codziennie.

3. - Jak przeliterować miłość? - zapytał Prosiaczek.
    - Miłości nie da się przeliterować. Musisz ją poczuć... -      
      odpowiedział Puchatek.

4. Obiecaj, że zawsze będziesz o tym pamiętał: jesteś odważniejszy niz sam w to wierzysz, jesteś silniejszy niż Ci się wydaje i jesteś mądrzejszy niż myślisz.

5. - Czasami - powiedział Kubuś - najmniejsze rzeczy zajmują najwięcej miejsca w Twoim sercu.

6. Jeżeli osoba, z którą rozmawiasz, zdaje się Ciebie nie słuchać - bądź cierpliwy. Być może ma po prostu mały kłaczek w uchu.

7. Nie możesz nie doceniać "Robienia Niczego". Czasami wspaniale jest po prostu iść przed siebie i nie przejmować się niczym...

8. Jeżeli wszystko jest miodem, a ja jestem tym, co zjem, więc jestem zrobiony z miodu, a życie jest bardzo słodkie...

9. Dzień bez przyjaciela jest jak dzbanek, w którym nie została nawet kropelka miodu.

10. Wypadki to zabawne rzeczy, Nigdy Ci się nie przytrafią, dopóki... się nie przytrafią.

11. - A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść - spytał Krzyś, 
        ściskając misową łapkę - co wtedy?
      - Nic wielkiego - zapewnił go Puchatek - posiedzę tu 
        sobie i  na Ciebie poczekam, bo kiedy się kogoś kocha, 
        to ten drugi ktoś nigdy nie znika...

12. Myślenie nie jest łatwe, ale można się do niego przyzwyczaić...




poniedziałek, 7 stycznia 2019

BOHEMIAN RHAPSODY - recenzja filmu





W branży filmowo - telewizyjnej ZŁOTE GLOBY, zaraz po Oskarach, uznawane są za najważniejsze wyróżnienie. W tym roku najlepszym dramatem został film pt. "BOHEMIAN RHAPSODY" w reżyserii Bryana Singera, a grający w tym filmie główną rolę Rami Malek doceniony został za kreację Freddiego Mercury'ego. 
Poniżej recenzja nagrodzonego filmu, której autorką jest uczennica klasy 3e gimnazjum, OLIWIA KSIĄŻEK.




,,Słodki hołd dla Królowej’’

           Bohemian Rhapsody” to porywająca opowieść o kolosalnym fenomenie legendarnego zespołu rockowego, jakim był, jest i będzie Queen oraz o  jednym z najważniejszych głosów w historii nowożytnej, którego geniusz muzyczny sprawił, iż pokochały go miliony. Początek seansu zabiera widza we wczesne lata siedemdziesiąte, gdzie poznaje młodego Freddiego Mercury’ego (w tej roli Rami Malek), a właściwie to jeszcze Farrokha Bulsarę, pochodzącego ze wschodniej Afryki, pracującego na lotnisku chłopaka z wielkimi aspiracjami. Przyszły wokalista wskutek pewnych zdarzeń zapoznaje się z Brianem Mayem (Gwilym Lee), Rogerem Taylorem (Ben Hardy) oraz Johnem Deaconem (Joseph Mazzello), z którymi rozpoczyna swoją muzyczną karierę i drogę na szczyt.       
  Ponadczasowy dorobek muzyczny kapeli zapewnił jej nieśmiertelność, a także miejsce w sercach ludzi na całym świecie. W końcu, kto choć raz nie słyszał kultowego We Are The Champions”, czy nie tupał i klaskał w rytm „We Will Rock You”? Brytyjska grupa słynęła z rewolucyjnego brzmienia, łamania schematów, tudzież pełnego kontrowersji i skandali życia Mercury’ego. Czy dwugodzinny film studia 21th Century Fox poradził sobie jednak z materiałem? Dla wielu jest to kwestia sporna.
          Odsłonięty 2 listopada 2018 roku filmowy pomnik, noszący zaszczytną nazwę kultowej i przełomowej piosenki autorstwa  wspomnianej wyżej grupy muzycznej, został wyreżyserowany przez Bryana Singera. Scenariusz napisał Anthony McCarten, autorem ujmujących zdjęć był Newton Thomas Sigel, zaś nienagannym montażem zajął się John Ottman. Mimo że  produkcją filmu zajęli się doświadczeni zawodowcy w swoim fachu, to wiadomo, że prace na planie w pewnym momencie szły bardzo źle, co z pewnością zaniepokoiło rzesze śledzących nowinki fanów. Ostatecznie, ciążące nad filmem fatum nie wpłynęło na jego jakość i zyskał 11 nominacji do nagród.
            Biografia Queen na dużym ekranie  porusza wydarzenia z życia zespołu od jego powstawania do koncertu Live Aid na stadionie Wembley w 1985 roku, który jest jego finałem. Nie jest to do końca prawda, gdyż twórcy najwyraźniej chcieli umieścić wszystkie ważne informacje o zespole w owej produkcji. Między innymi  na potrzeby tej wizji w filmie została zmieniona data wydania jednej piosenki, a Mercury usłyszał tragiczną diagnozę dwa lata za wcześnie. Dla prawdziwego fana, recytującego życiorys kapeli na pamięć, był to pewnie cios poniżej pasa, ale poza tym typem osoby, zmodyfikowana chronologia nie stwarza dużego problemu, gdyż widz najzwyczajniej chłonie to, co jest na ekranie. Zabieg ten pozwolił poruszyć dużą ilość faktów, natomiast nie wyszło to we wszystkich przypadkach na dobre. Podczas seansu, jako osoba z małą wiedzą o ikonicznej grupie rockmanów, nie przejmowałam się tym w żadnym stopniu. Uważałam, że wszystko jest zrobione perfekcyjnie. Dopiero po zapoznaniu się z życiorysem Freddiego, mogę stwierdzić, że w porównaniu do faktów, parę elementów przedstawiono w tym filmie zbyt powierzchownie i „bezpiecznie”. Nie zmienia to jednak tego, że na samym seansie bawiłam się świetnie.
            Kwestię castingu można opisać jednym słowem - idealny. Wszyscy aktorzy, grający członków Queen, z wyjątkiem aktora grającego Freda, wyglądają niemalże identycznie, co ludzie, w których rolę się wcielili. Szczególnie Gwilym Lee. Wracając do wokalisty, Rami Malek nie jest specjalnie podobny z twarzy do Freddiego, jednakże to nie wygląd jest najważniejszy, a umiejętności aktorskie. Malek opanował do perfekcji specyficzną gestykulację, poruszanie się i wymowę Mercury’ego. Widz po prostu go „kupuje”, jako zmarłego w 1991 roku showmana. Są takie sceny, podczas których można się rozpłakać. Tak to dobrze zagrał. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że zdobędzie za rolę Oscara.
Wypisywanie wszystkich nazwisk jest bezcelowe. Krótko mówiąc, wszyscy aktorzy to strzał w dziesiątkę.
     Do strony wizualnej nie mam żadnych zarzutów. Każdy kadr tego filmu jest dopracowany. Warto podkreślić, że kostiumy w tym filmie prezentują się zachwycająco.
       Muzyka to zdecydowanie to, po co się idzie na „Bohemian Rhapsody” do kina. Najlepsze momenty tego przeboju kasowego (714.828.000 USD przy budżecie 52 milionów), to sceny z koncertów, nie mówiąc już o finale, który jest nieziemski. Majstersztyk. Wszystko zostało zrobione tak, aby widzowie mogli poczuć się, że są na tych muzycznych pokazach. Tego się lepiej nagrać nie mogło.
           W mojej opinii jest to bardzo wzruszająca oraz godna uwagi produkcja filmowa, którą jedyną wadą jest to, że traktuje niektóre wątki lekceważąco. Mam wrażenie, że spodoba się bardziej osobom, które z historią Queen nie miały dużo do czynienia.  Tak czy inaczej, można  filmowi wybaczyć wady i czerpać radość z oglądania go na dużym ekranie. Z chęcią poszłabym na seans jeszcze raz.