piątek, 28 października 2016

Śląskie Targi Książki 2016




1 października 2016 jako fani książek byliśmy w swoim żywiole. Uczestniczyliśmy bowiem w Śląskich Targach Książki. Pomimo tego, że targi te nie są tak popularne jak Krakowskie Targi Książki, które odbędą się 29 października (czyli już za niedługo), to i tak nasze książkowe łowy można uznać za jak najbardziej udane. Wszyscy byliśmy wniebowzięci i z niecierpliwością wyczekujemy wyjazdu na Targi Książki do Krakowa...


poniedziałek, 10 października 2016

LEKTUROMANIA_edycja 2016




LEKTUROMANIA_KONKURS_edycja 2016
                                                      
Napisz dodatkowy rozdział książki opisujący pobyt
 Małego Księcia na jeszcze jednej,
wymyślonej przez Ciebie, planecie


Prace można dostarczać do  4 listopada 2016roku
do p. Eweliny Majewskiej  lub mailem na adres kulturalni7@wp.pl


poniedziałek, 26 września 2016

Noc Teatrów 2016



Za nami 7. Metropolitalna Noc Teatrów...

W tę jedną, jedyną noc w roku można było zajrzeć za kulisy 
i poznać tajemnice ukryte w zakamarkach Opery Śląskiej, gdzie na wszystkich czekały niesamowite atrakcje, 
m.in. warsztaty plastyczno - rzeźbiarskie, pokaz charakteryzacji teatralnej, lekcja śpiewu solowego, karaoke, gra na instrumentach czy możliwość uczestniczenia w próbie baletowej.
Prawdziwym hitem okazało się jednak przymierzanie kostiumów Przymierzania, przebierania, dobierania dodatków i rekwizytów teatralnych nie było końca...
*EM














poniedziałek, 19 września 2016

Święto Książki 2016



Zastanawiacie się pewnie, co takiego można robić w szkole w Światowy Dzień Książki
Oto nasze propozycje:
1. Można zabijać nudę książką?
2. Można leżeć do góry brzuchem z kawałkiem dobrej          
    prozy?
3. Można dostawać bzika na punkcie lektury, tracić dla          
    niej głowę, bujać w literackich obłokach?  itp.,itd.
Tego dnia czas lekcyjny odmierzaliśmy po prostu rytmem przewracanych stron książek…

PODSUMOWANIE  
SZKOLNYCH OBCHODÓW
ŚWIATOWEGO DNIA KSIĄŻKI

Podczas ŚWIĘTA KSIĄŻKI proponowaliśmy Wam udział w różnego rodzaju konkursach i stawialiśmy przed Wami zadania, które miały pokazać, że czytanie wcale nie musi być nudne.
W rywalizacji klas punktacji podlegał :
- quiz czytelniczy
- cytat w oknie Waszej sali promujący czytanie
- oraz  transparent, który również  miał ogłosić światu, że z książką można się zaprzyjaźnić
Dodatkowo każdy z Was, kto zdecydował się przebrać za swojego ulubionego bohatera literackiego i zaprezentował się przed Jury składającym się jedynie Moli Książkowych mógł wziąć udział w paradzie, która wyruszyła sprzed naszego Gimnazjum i maszerowała aż do centrum Bytomia, wzbudzając oczywiście zainteresowanie przechodniów. Ale przecież o to nam chodziło… Po drodze odwiedziliśmy szkoły podstawowe i  zachęcaliśmy szóstoklasistów do kontynuowania nauki właśnie w naszym gimnazjum.
Wszystkim - Wychowawcom oraz Wam Uczniowie, którzy zaangażowaliście się w akcje promujące czytanie DZIĘKUJEMY
EM





KONKURS NA RECENZJĘ KSIĄŻKI - edycja 2016



źródło: http://www.glogowski.pl/index.php/aktualnosci


PS Wszystkim moim Kulturalnym jeszcze raz BARDZO serdecznie gratuluję sukcesu.
EM

Wakacyjna przygoda


Słoneczny lipcowy poranek. Godzina dziesiąta czterdzieści pięć. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że wakacje się zaczęły. Powoli, jak to zawsze na początku bywa. Piękno sytuacji w jakiej znajdujesz się podczas wakacji, to doprawdy niepojęta rzecz.
      Poszedłem więc (śladem szkolnego przyzwyczajenia) podgrzać mleko w mikrofalówce na kakao. „Nie ma mleka. Bosko”. W domu też pusto, rodzice w pracy, a siostra niepostrzeżenie (przez co z – teoretycznie – rodzicielskiej troski wpadam do niej, żeby sprawdzić, czy oddycha) zużywa tlen swoim małym, skrytym pod cieplutką, wygrzaną na słonku kołdrą noskiem.  Absurd, że do dzisiaj (po trzech remontach) trzyma żelazną ręką większy pokój. Primo, jest mniejsza. Secundo, ma mniej rzeczy. Tertio, nikogo tam nie zaprasza. Quarto, ma mniejsze łóżko. Nie mam jednak nic przeciwko, lubię moje szaro-czarne, ciasne cztery ściany, o wiele przytulniejsze, niż jej chłód, który bije z jej pokoju, całego w bieli. Co ciekawe, w tych śnieżnobiałych szafkach trzyma niezliczoną ilość zabawek, w tym największą ilość stanowią jej ukochane maskotki, z czego w moim akurat sercu miejsce na piedestale flegmatyzmu mojego serduszka trzymam dla Buzza Astralla, Prosiaczka i Spider-mana. Ubolewam jednak, że Batmana nie zdecydowała się kupić.
      Wróćmy jednak do kuchni, braku mleka i portfela. Zgubiłem. Żadnych pytań, proszę...
      Zacząłem szukać po szafkach drobniaków, szło mi całkiem dobrze. Po przekroczeniu kwoty 20 złotych w moim nastoletnim, skrzywdzonym gimnazjalną rzeczywistością, kulturą popularną i niepoprawnymi grami umyśle pojawiła się ta piękna okrągła rzecz, która bywa w wyobraźniach milionów mężczyzn codziennie zaraz po innej okrągłej rzeczy: PIZZA. Pachnąca, z boczkiem i kukurydzą, na cienkim cieście, z aromatycznymi ziołami i jeszcze aromatyczniejszym boczkiem jeszcze bardziej wątpliwego pochodzenia. W mojej głowie nastąpiła prawdziwa eksplozja, gdy nagle obudziła się Wiktoria ("to małe co kradnie tlen").
      Pomimo dziesięciu lat na karku Wiktoria dla mnie o poranku wygląda na siedem, a jak śpi to na pięć. Jak to zwykle bywa, kobiety - które bardziej dbają o włosy – mają swoistą tarczę, ze strony swojej głowy. Są nią włosy. Każdy facet to wie. Nie lubią, kiedy się je rozdziela, nienawidzą, kiedy się je myje, nie potrafią ścierpieć, kiedy ich właścicielka akurat postanowiła się namiętnie zbliżyć do kogokolwiek – przystępują wtedy do brutalnego ataku. Jednak zawsze chronią swoją właścicielkę, opatulając jej całą twarz podczas snu. Tak wyglądała teraz moja siostra. A ja to musiałem wyczesać.
      Zdecydowałem się po batalii z keratyną urządzić sobie walkę z nabiałem, taką też przedsięwziąłem i ugotowałem jajecznicę z sześciu jajek, po trzy dla każdego. Wiktoria zachwycona jej „glutowato-spieczoną” konsystencją poprosiła o szklankę dietetycznej Coli, ja zjadłem czym prędzej, posprzątałem dom i ruszyłem na podbój internetu. Przeglądnąłem kilka portali branżowych o tematyce IT, na których przeczytałem bardzo defetystyczne scenariusze co do szału pokemonów. Aż samemu sprawdziłem, ile czasu spędziłem, uganiając się za japońskimi potworkami. A następnie o moim zerwanym już tydzień wcześniej związku z koleżanką, w której kochałem się już trzeci rok z hakiem. Po tym związku czułem się źle. Bardzo, bo z jednej strony niesamowicie winny (zwykłem obciążać się ciężarem miana prowodyra takich incydentów) a z drugiej wykorzystany, oszukany i pusty. 
      Treningu akuratnie nie miałem, warto napomnieć, bo musiałbym tu zrobić dużą dziurę fabularną (jeśli można nazwać opis tego poranka fabułą), a dziur fabularnych nikt nie lubi. Treningi miałem codziennie praktycznie, z przerwami na wyjazdy trenera, czy moje własne. Przygotowywałem się do egzaminu na czarny pas. Zabawnym jest, że gdy zaczynałem, czarny pas uznawałem za limit, za pułap, nie miałem ambicji na więcej. Dziś, choć zmęczony bezsensem struktury naszej organizacji, reguł i dziurami w filozofii, chcę ćwiczyć po sam grób, nad którym zdarza mi się filozoficznie pochylać. Zwłaszcza podczas tych smutniejszych dni bez pizzy i miłości.
      Okazało się, że dwie dychy to odrobinę za mało. Wiktoria na dodatek nie lubi kukurydzy w pizzy – także nici. Na moich przemyśleniach zeszło mi trochę czasu, w międzyczasie słuchałem smutnej jak pierwszy września muzyki, przerywając chlipnięciami, nie wiem, czy bardziej wzruszony beznadzieją sytuacji, czy brakiem pieniędzy.
      Dochodziła szesnasta. Szok, niedowierzanie, panika. Jak to?! Przecież przed chwilą smażyłem jajecznicę! O… trzynastej. Tak mi mniej więcej upływa czas w trakcie wakacji, ledwo się zdążę odwrócić – jego już nie ma. Podobnie zresztą z wakacjami…
      Włączyłem telewizor, czego zaraz pożałowałem. Pierwszy serial nudny jak flaki z olejem. Jakbym zaglądał przez okno do sąsiadów. Drugi serial z gatunku „kontrowersyjnych”… albo odcinek serii. Nie wiem, co to. Jest mi w sumie bez tej wiedzy dobrze. Młoda narkomanka ucieka z domu, zatrzymuje się u emerytowanego wdowca, którego syn powiesił się z powodu depresji, do której doprowadziła go heroina. Następny, z tego samego gatunku, gimnazjalistka przedsięwzięła próbę samobójczą z powodu kompleksu nadwagi i zdrady jej (jakże dojrzałego, inteligentnego i zdecydowanie gotowego na prawdziwy związek) chłopaka. Na szczęście, nie udaje się jej. Wiadomości nie chcę oglądać, starczy mi już tragedii na jeden dzień.
      Usiadłem. Jako miłośnik języka Brytów mógłbym popijać właśnie herbatkę z mlekiem, mrucząc sentencje z ich dumnym, przeuroczym akcentem. Niestety, popijałem dietetyczną Colę, zagryzając wargę, rozmyślałem nad sensem i znaczeniem tego słowa. Byłem świeżo po lekturze „Kongresu futurologicznego” Stanisława Lema, który pozostawił mnie z muchą w buzi, której obecności nawet nie zauważyłem. Gdyby Lem był chemikiem i pisarzem jednocześnie, napisałby scenariusz Breaking Bad. Właśnie, Breaking Bad. Nie omieszkałem obejrzeć odcinka trzeciego już sezonu. Serial absolutnie chory, ale genialny, porywający i degustujący z każdym sezonem. Polecam, jedenaście na dziesięć.
      Rodzice wrócili z pracy, położyli się i zaczęli narzekać na otaczający nas świat. Nie dziwię im się, sam lubię sobie powyrzucać na otoczenie. Czasami po prostu nie da się inaczej.
      Wiktoria w tym czasie (przez bite kilka godzin) oglądała publikacje internetowych twórców na YouTube, głównie na temat gier wideo. Samemu mi się zdarza, kiedyś zdarzało się częściej. Może na drodze mojej odpowiedzialności za jej wychowanie posunąłem się o krok za daleko, wszczepiając jej wszystkie rzeczy jakimi się interesuję? Z drugiej strony, ja dobrze na tym wyszedłem. Kiedyś chciała być chłopcem, mieć dziewczynę i grać w głupie gry. Dzisiaj chce być dziewczynką, nie mieć chłopaka i grać w dobre gry. Zuch dziewczyna.
      Oprócz karate i gier wideo interesuję się również rysunkiem. Znaczy, interesuję się to  w porównaniu z dwoma pierwszymi lekka przesada. Coś sobie poskrobię, lubię sobie skrobać i wymyślać coś, co naskrobię. Nie znam w żadnym razie nurtów, stylów, ani artystów, nie kręci mnie to na razie na tyle, żebym się jakoś specjalnie zagłębiał. Rysuję głównie twarze, one (przyznam nieskromnie) wychodzą mi całkiem dobrze. A jeśli coś wychodzi Ci dobrze, to sprawia Ci przyjemność. Dlatego ciężko mi zrezygnować z rysowania samych twarzy, reszta średnio mi wychodzi. Ale mam nadzieję przezwyciężyć moje lenistwo!
      Ubieram słuchawki, zwieńczenie moich zainteresowań: muzyka. Tym razem rytmiczna i żywa, mam ochotę na coś, co nie wprawi mnie w przytłaczający smutek, jaki to trzymał mnie przez większość roku szkolnego i kawałek wakacji. Słucham głównie muzyki instrumentalnej, takiej, której ocena nie musi zależeć w żadnym razie od mojego ilorazu inteligencji jako humanisty. Nie lubię sobie wypominać, że mam braki w edukacji, to masochizm, czysty masochizm, skoro jestem dopiero w drugiej klasie gimnazjum. Choć, jako humanista, bywam swojego rodzaju masochistą.
Dawid Gryzik

wtorek, 8 marca 2016

"Romeo i Julia" - KOMIKS


Młodzi kochankowie nie mogą być razem z powodu konfliktu panującego między ich rodzinami. Ich wzajemna miłość jest jednak na tyle silna, że nie potrafią bez siebie żyć. Oboje giną samobójczą śmiercią...
Przypominacie sobie, o jakich bohaterach mowa???
Tak w telegraficznym skrócie można by przedstawić historię miłości Romea i Julii.
Z całą pewnością niejeden czytelnik uronił łzę, gdy czytał monolog Julii nad nieżyjącym ukochanym. Nie mówiąc już o scenie II drugiego aktu, która przeszła do historii literatury światowej jako jeden z najdoskonalszych, najlepiej skomponowanych i imponujących wspaniałym nastrojem fragmentów poświęconych miłości. Powszechnie znana jako "scena balkonowa" wciąż rozpala wyobraźnię i dostarcza inspiracji kolejnym pokoleniom twórców oraz zakochanych...
Naszych gimnazjalistów dramat Szekspira również zainspirował.
Poniżej komiksy autorstwa klas 1a i 1e










czwartek, 7 stycznia 2016

LEKTUROMANIA_praca konkursowa nr 5


TOLERANCJA

Kolejna planeta, na której wylądował Mały Książę różniła się od poprzednich przede wszystkim liczbą mieszkańców. W przeciwieństwie do pozostałych planet miała ich aż czterech. Planeta ta znajdowała się najbliżej Ziemi, lecz jak się potem okazało, od niej także była zupełnie inna.
            Kiedy Mały Książę wylądował na nowej planecie, powitała go cała czwórka mieszkańców.
- Witaj! – powiedzieli wszyscy chórem.
- Dzień dobry! – odpowiedział Mały Książę.
- Chodź, zapraszamy Cię na herbatę – zaproponował jeden z mieszkańców.
- Ale wy mnie nawet nie znacie, nie boicie się? – spytał zdziwiony chłopiec.
- To może być dobra okazja, by się poznać  – odparł tamten.
Mały Książę ucieszył się, że nieznajomi tak gościnnie go przyjęli. Już po chwili siedział w miękkim fotelu. Nowi przyjaciele opowiedzieli mu dużo o sobie.
TOL – najwyższy z nich,  miał bladą cerę, natomiast włosy - koloru węgla. Interesował się modą i słuchał muzyki pop. Był bardzo rozgadany.
ER – posiadał o wiele ciemniejszą karnację skóry. Miał zupełnie inny charakter, niż Tol. W przeciwieństwie do niego był spokojny i wyciszony. Uwielbiał muzykę poważną i mimo nieśmiałości – bardzo chętnie opowiadał o swoich ulubionych kompozytorach.
AN – bardzo niewiele mówiła, lecz słuchała każdego z wielką uwagą. Miała niebieskie włosy, bardzo mocny makijaż i kolczyk w wardze. Była fanką muzyki rockowej.
CJA – to mała dziewczynka, która z powodu swojej choroby nie miała włosów. Nie odebrało jej to jednak radości życia – cały czas uśmiechała do każdego.
Wszyscy pochodzili z Ziemi, lecz uciekli z niej przez brak akceptacji. Ludzie nie akceptowali zainteresowań Tola, koloru skóry Era, wyglądu Any i choroby Cji.
- Wszyscy jesteście tacy różni, ale umiecie ze sobą wspólnie żyć. Jak to robicie? - spytał Mały Książę.
- Wiesz, to bardzo ważne umieć zaakceptować czyjąś inność – odpowiedział Er.
- Ta umiejętność przychodzi tak łatwo? Ja jestem zupełnie inny niż Wy, a od razu dobrze mnie przyjęliście – dopytywał Złotowłosy.
- Znasz słowo GOŚCINNOŚĆ? – odezwała się An.
- Tak.
- Uważasz, że tacy jesteśmy?
- No pewnie!
- Widzisz, to słowo zawiera tak naprawdę dwa słowa. Spójrz – An wyciągnęła kartkę i napisała:
GOŚĆ  INNOŚĆ
- Bardzo łatwo jest przyjąć kogoś podobnego do nas, lecz o wiele trudniej kogoś, kto jest inny: pochodzi z innej planety, lubi inną muzykę, ma inny styl, inaczej wygląda. Na tym właśnie polega  GOŚĆ  INNOŚĆ – na zaakceptowaniu inności.
- Dlatego tu jesteśmy. Tam, skąd pochodzimy, nie rozumieli tego, że każdy jest inny  - dodał Tol.
- Aż tak źle jest na Ziemi? Ale da się coś z tym zrobić? – dopytywał Mały Książę.
- Owszem, ale to nie będzie takie łatwe i potrzeba wiele czasu, aby ludzie nauczyli się akceptować siebie nawzajem.
- Chcę polecieć na Ziemię i powiedzieć ludziom o TOLERANCJI! - krzyknął Mały Książę.
- Nie wolałbyś zostać z nami? – spytała Cja.
- Chętnie bym został, ale chcę  ludziom powiedzieć o TOLERANCJI! Dziękuję za GOŚCINNOŚĆ! Muszę lecieć!
- Powodzenia!  - odkrzyknęli Tol, Er, An, Cja.
            Mały Książę ruszył w drogę na Ziemię. „Ci młodzi ludzie są dużo mądrzejsi od dorosłych” – pomyślał, lecąc…
Basia Jaworska


poniedziałek, 28 grudnia 2015

LEKTUROMANIA_praca konkursowa nr 4


Ósma planeta

Ósma planeta była zamieszkiwana przez Pesymistę. Planeta ta była w porównaniu z innymi bardzo duża, ale raczej mniejsza od Ziemi. Ciemna, przeważały na niej szare barwy. Wszystko tutaj było ciemne i smutne. Nawet Tulipan wyrastający z ziemi był uschnięty. Znajdowało się tam również krzesło i łóżko. Gdy Pesymista zobaczył Małego Księcia, od razu zrobił smutną, wręcz zawiedzioną minę, że jakiś człowiek znów będzie zawracał mu głowę.
 – Czego tu chcesz? – zapytał Pesymista.
– Zobaczyłeś mnie po raz pierwszy i zwracasz się do mnie w taki sposób? Dlaczego? – zapytał Mały Książę.
– Widzisz... – rozpoczął depresyjnie Pesymista – Taki już jestem, ciągle smutny i uszczypliwy.
– Uśmiechnij się, to Ci pomoże – doradził mu Mały Książę.
– A jak to zrobić? – spytał Pesymista. Myślał, że ludzie są mu niepotrzebni, jednak po krótkim czasie zrozumiał, jak to miło nawiązać z kimś kontakt. W głębi duszy Pesymista polubił Księcia, jednak nie wiedział, jak mu to powiedzieć, po prostu nie umiał wyrazić swoich uczuć.
– Nie uśmiechałeś się nigdy? – zapytał z niedowierzaniem Mały Książę.
– Chyba nigdy, nie przypominam sobie, chociaż może kiedyś, w dzieciństwie… W sumie nawet nie wiem, co to znaczy uśmiechać się... – wykrztusił Pesymista
– To nie takie trudne, musisz pomyśleć o czymś miłym i uśmiech sam pojawi się na Twojej twarzy – wytłumaczył mu Książę.
– Nie rozmawiajmy o tym, nie umiem i koniec! – wykrzyknął z poirytowaniem Pesymista.
– Dobrze, nie denerwuj się tak. Jest tu ktoś oprócz Ciebie?
– Nie, nie ma nikogo, jestem sam jak palec... – zaczął wstydliwym tonem – Kiedyś, parę lat temu było tu jeszcze kilka osób, lecz uciekły stąd.
– Dlaczego?
– Widzisz tę planetę, tę u góry? Zamieszkuje ją od dawna Pijak. Ludzie zaczęli uciekać, ponieważ Pijak zaczął zrzucać swoje butelki na moją planetę i Ci ludzie mieli tego dość.
– Ciekawe..., ale zostawmy tę sprawę – powiedział Książę.
– Dobrze, czy wiesz jak zostać szczęśliwym? – szepnął Pesymista.
Mały Książę odpowiedział mu, lecz Pesymista go nie słuchał, zaczął opowiadać różne historie ze swojego życia. Książę znudzony tym wszystkim w pewnym momencie pomyślał o swojej róży, wyraźnie się zasmucił. Po chwili zorientował się, że Pesymista skończył opowiadać i czekał na odpowiedź Księcia. Książę nie wiedząc, co powiedzieć, stwierdził:
– Trudno, takie rzeczy się zdarzają. Skoro jesteś taki smutny, to dlaczego nadal ze mną rozmawiasz? – powiedział z wyraźnym zaciekawieniem chłopiec
– Czasem nawet taki smutny człowiek jak ja potrzebuje chwili rozmowy – powiedział ze smutkiem. Mały Książę nie wiedział, co zrobić. Nastała chwila niezręcznej ciszy. Po chwili zastanowienia chłopiec nie chcąc jeszcze bardziej zasmucać Pesymisty, zapytał:
– Co to jest za kwiat? I dlaczego jest taki uschnięty?
– To jest Tulipan, jest uschnięty, bo go nie podlewałem... I tak kiedyś by uschnął – stwierdził pesymistycznie.
– Jesteś beznadziejny, o nic nie dbasz, to dlatego Ci ludzie Cię opuścili! – wykrzyknął Mały Książę, lecz zaraz zrozumiał, że nie powinien tego mówić.
Pesymista spojrzał na Księcia i pomyślał, że może faktycznie to był powód, dla którego ludzie go opuścili. Odszedł od chłopaka i powrócił z jakimś prostokątnym pudełkiem. Otworzył je i pokazał chłopcu zdjęcia ludzi z jego planety. Książę wzruszył się, lecz starał się to jak najmniej okazać, po kilku minutach rzekł:
– Muszę wrócić do mojej róży. Do zobaczenia kiedyś.
– Do widzenia. Pozdrów ją – powiedział zdruzgotany mężczyzna.
Mały Książę spojrzał Pesymiście w oczy i zobaczył coś, czego wcześniej nie widział, dostrzegł blask w jego dużych i wyrazistych oczach. Pożałował tego, że tak szybko się z nim pożegnał. Pomyślał: „Dorośli są prześmieszni i żałośni”. Szkoda było mu Pesymisty. Zrozumiał, jak to jest być samym. Znów przypomniał sobie o Róży i pomyślał ze smutkiem: „Jak mogłem ją tak zostawić?”.
Powrócił na swoją planetę i zobaczył to, czego najbardziej się obawiał, jego ukochana Róża zwiędła. Najpierw zrobił się czerwony ze złości, później z jego oczu popłynęły duże krople wody, były to łzy. I tak Mały Książę został zupełnie sam, jak Pesymista…
Dagmara Walczak


poniedziałek, 14 grudnia 2015

LEKTUROMANIA_praca konkursowa nr3



Powrót do domu

- Hmmm… chyba już jestem na miejscu- powiedział Mały Książę.
- Witaj drogi Panie- rzekł ktoś niedaleko niego. Książę rozejrzał się i zobaczył swoją Różę.
- Witaj Różo, wróciłem!- wykrzyknął do niej.         
- Tęskniłem za Tobą… Bałem się o Ciebie przez całą moją podróż - szepnął Mały Książę. Zza jego placów wyłoniła się jakaś biała kula (bo kulką nie dało się tego nazwać). Zaczęła skakać wokół Księcia i Róży.
- A no właśnie! Byłbym zapomniał… Różo, to jest mój baranek, nie martw się nie zje Cię, bo jest oswojony. O nie! Nie nadałem mu imienia… Jak sądzisz Różo, jak możemy go nazwać?
- Pożeracz! To idealne imię dla niego!- powiedziała naburmuszona Róża… Łatwiej nauczyć czegokolwiek słonia niż zmienić charakter jednej róży przez kilka dni.
- Och Różo, Ty dalej swoje. Mam pomysł! Nazwę go Śnieżynek, bo jest biały jak śnieżka- zawołał Mały Książę.
Potem Mały Książę oddalił się na chwilę z barankiem od naburmuszonej róży, bo ta zdecydowanie potrzebowała trochę samotności, by ochłonąć. Chłopiec przeszedł swą asteroidę wzdłuż i wszerz, by utwierdzić się w przekonaniu, że nic się nie zmieniło. ,,Trudno zmienić coś, jeśli nic się z tym nie robi’’ pomyślał Mały Książę. Zauważył, że baobaby nie rozrosły się tak mocno, jak się tego obawiał.
Na niebie pojawiła się tęcza. Nie ma lepszego zapewnienia, że będzie dobrze - jak piękna, kolorowa i optymistyczna tęcza. Książę przypomniał sobie o swoim przyjacielu, którego poznał na Ziemi… Brakowało mu go - jego wiecznych pytań, uśmiechu i otuchy. Szkoda że już nigdy go nie zobaczy. ,, Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać’’ przypomniał sobie Mały Książę i łza popłynęła mu po policzku. ,,Cóż taka jest kolej rzeczy’’ pomyślał. Śnieżynek  mocno domagał się pogłaskania, więc Mały Książę wytarmosił go za uszami, a ten aż zabeczał ze szczęścia.
-Widzisz Śnieżynku, tam gdzieś jest planeta, na której mieszka twój stwórca- szepnął Chłopiec ze smutkiem w głosie. Baranek zabeczał współczująco na widok wyrazu twarzy Księcia.
- Wiesz… za chwilę ujrzymy coś najpiękniejszego. Trzeba tylko poczekać, jeszcze tylko 2 minuty- powiedział Mały Książę. Po chwili rzekł z radością w głosie.
- Jest ! Widzisz, to jest zachód Słońca, coś najpiękniejszego na świecie, bo on mi przypomina o tym, że „Każdy dzień jak i każda rzecz ma swój początek, ale też musi mieć swój koniec”- powiedział Chłopiec. Zapanowała cisza aż Słońce zupełnie nie znikło.
- Chodź, pójdziemy zobaczyć, czy Róża już ochłonęła i przy okazji zrobię lekki remanent wulkanów- powiedział Książę i ruszył w stronę Róży, za nim brykający Baranek.
- Przepraszam Cię- powiedziała Róża do Chłopca. – Bardzo przepraszam, nie powinnam tak oceniać Śnieżynka - rzekła ze wzrokiem wbitym w coś, co tylko ona widziała. Mały Książę uśmiechnął się do Róży. „Jednak zmieniła się” pomyślał.
- Nic nie szkodzi! A właśnie, jak Ty spędziłaś ten czas, gdy mnie nie było?- zapytał Chłopiec.
Wtedy Róża zaczęła swą opowieść o tym, co robiła podczas jego nieobecności. W trakcie tego Mały Książę ziewnął raz czy dwa, potem zasnął…
,,Świat jest pełen dorosłych, smutku, złości i niepokoju, ale trzeba odnaleźć w sobie dziecko i nadzieję, by żyć całym swoim życiem, bo tylko takie życie jest godne uwagi’’.
Michał Underowicz


czwartek, 10 grudnia 2015

LEKTUROMANIA_praca konkursowa nr 2


Planeta 330
               
Wracając na asteroidę B-612, Mały Książę napotkał jeszcze jedną planetę. Pamiętał, że nigdy wcześniej jej tam nie było. Przepełniała go ciekawość i nie mógł powstrzymać chęci zatrzymania się na niej.
Planeta ta była większa niż pozostałe, które spotkał. Jednak do Ziemi dużo jej brakowało. Wyglądała na zadbaną. Nie było tam ani wulkanów, ani baobabów, ani innych wymagających ciężkiej pracy rzeczy, roślin itp. Jak się później okazało, planetę zamieszkiwały dwie osoby - kobieta i mężczyzna.
- Mały Książę, witaj! Miło Cię widzieć – powiedziała uradowana kobieta.
- Skąd pani zna moje imię?
Nastała grobowa cisza. Kobieta wyglądała na zakłopotaną. Nie wiedziała, co powiedzieć.
- Skąd pani zna moje imię? – pytał Mały Książę, który nigdy nie rezygnował z raz zadanego pytania.
- Wiesz… - zaczął niepewnie mężczyzna. – Bo my jesteśmy twoimi rodzicami.
Sytuacja sprzed minuty powtórzyła się – wszyscy milczeli.
- Jak to rodzicami? Ja nie mam rodziców – nie dowierzał złotowłosy chłopiec.  - A jeśli nimi jesteście, to gdzie byliście, gdy potrzebowałem kogoś bliskiego, gdy pragnąłem przyjaźni, miłości?
- Ciągle byliśmy przy tobie – mówili. – Posłuchaj…
I w tym właśnie momencie Mały Książę dowiedział się wszystkiego. Rodzice tłumaczyli, że to oni czuwali nad całą tą wyprawą, że to oni zadbali o jej przebieg. Chłopiec nie dowierzał. Nie mógł pojąć, dlaczego zorganizowali to w taki, a nie inny sposób. Różne myśli przechodziły mu przez głowę. Momentami uważał, że na pewno go oszukują, momentami, że nie powinien był się nabrać, momentami, że zrobili coś wspaniałego.
- Kochanie, wiemy, że to było trudne doświadczenie, że jesteś dzieckiem, że…
- Że wy jesteście dorośli, a dorośli bywają dziwni – chłopiec dokończył wypowiedź mamy.
- To chyba nie był zły pomysł, bo czegoś się nauczyłeś – powiedziała, po czym zachichotała mama.
Tak, to była prawda. Chłopiec nauczył się bardzo dużo. Poznał świat dorosłych – ich rzeczywistość, zajęcia. Zauważył, że wszyscy są zapracowani, brak im czasu wolnego, czasu, w którym mogliby pomarzyć, dać się ponieść wyobraźni, fantazji.  Stwierdził, że on nigdy taki nie będzie.
- Wiecie co? Dziękuję – powiedział Mały Książę. – Nie jesteście tacy jak inni dorośli, macie trochę wyobraźni. Sam nie wpadłbym na taki pomysł. To była naprawdę ciekawa lekcja.
- Miło nam to słyszeć. Nawet nie wiesz, jak bardzo czekaliśmy na tę chwilę, na ten dzień, kiedy będziemy razem.
- A co z Różą? – zapytał chłopiec ni z tego ni z owego.
- Jest tam, popatrz – tata wskazał na kwiat. – Od dzisiaj to jest nasz dom, nasza planeta. Rozgość się, twoja przyjaciółka już to zrobiła.
Mały Książę pobiegł do Róży. Miał łzy w oczach. Bał się przecież, że już nigdy jej nie zobaczy, a tymczasem miał ją przed oczami. Róża była nadal tak samo piękna. I również ucieszyła się na widok przyjaciela. Teraz oboje płakali. Płakali ze szczęścia.
Żadna z planet nie wzbudziła w chłopcu tak wiele emocji, jak ta. Żadna nie była równie wspaniała. „Dorośli są naprawdę bardzo dziwni, jednak zdarzają się wyjątki”: myślał, gdy położył się do swojego łóżka, na nowej planecie, obok ukochanej Róży i rodziców, którzy o to wszystko zadbali.
 Karolina Łuczak


wtorek, 8 grudnia 2015

LEKTUROMANIA_praca konkursowa nr 1



Mały Książę  na planecie Oszusta

Kolejną planetą, którą odwiedził Mały Książę była pusta planeta. Czy jednak na pewno? Kiedy Mały Książę postawił na niej pierwszy krok, planeta zadrżała. Zmieniła się...  Była teraz niewielką planetką wielkości jego własnej. Miała 3 wulkany, jeden wygasły i dwa czynne. Znajdował się tam również kwiat.
-Och!- krzyknął Książę – Ten kwiat  wygląda zupełnie jak moja Róża!
Faktycznie, wyglądał prawie jak jego Róża, może był tylko troszkę bardziej wyblakły. Chłopiec wielce zadowolony z tego, co zobaczył zaczął się powoli do niego zbliżać...
-Witaj!- usłyszał głos, który był bardzo podobny do głosu jego Róży. Spojrzał więc na kwiat  z zaciekawieniem, gdy nagle tuż przed jego stopami wyrosła migocząca postać. Świeciła i świeciła, aż w końcu ukazała się w pełnej okazałości. Był to chłopiec, miał blond czuprynę, a na twarzy miły uśmiech i oczy ciekawskiego dziecka.
Mały Książę otworzył usta i jedyne co zdołał z nich wydobyć, to:
- Eee... Ty, ty... - To był pierwszy raz, kiedy temu Małemu chłopcu zabrakło słów.
-Tak! Wyglądam zupełnie jak ty!-  dokończył chłopiec.
Gdy Mały Książę odzyskał już mowę, wydukał:
- Aaaa, jak się nazywasz?
- Zwą mnie Małym Księciem, a Ciebie?
- Zwą Cię? Kto Cię zwie, skoro ta planetka jest pusta! A zresztą  Mały Książę to moje imię! - rozpaczał malec.
W końcu przybył na tę dziwną planetkę w gości, a tu same przykrości. To przecież on jest Małym Księciem! To jego planeta ma trzy wulkany - jeden wygasły i dwa czynne. To przecież jego kwiat jest Różą! To on odbywa podróże po galaktyce! Wnet zauważył, że Oszust (bo tak Go sobie chłopiec nazwał) uśmiechnął się. Lecz to nie był przyjazny uśmiech, który zwykł pojawiać się na twarzy Małego Księcia, kiedy tylko spotkał kogoś nowego i niezwykłego. Był to szyderczy uśmiech Oszusta.
Mały Książę szybko odwrócił się na pięcie i poszedł przed siebie.
„Co za dziwny Oszust! Nie rozumiem dorosłych, którzy podszywają się pod innych. Ach, Ci dorośli…” : pomyślał Mały Książę. I tak rozmyślając, wyruszył w dalszą podróż i nie śmiał się nawet obejrzeć, bo przed oczami ciągle widział uśmiech Oszusta...
Paulina Pawlik